Usiadłem w ławce z Eddiem i nie słuchając nauczyciela patrzyłem się na Kim i nieznanego mi bruneta którzy pisząc ze sobą liściki, ciągle się uśmiechali nie wiem dlaczego, ale czuję się z tym jakoś dziwnie, zwykle to ja siadałem z blondynką w ławce, a teraz co?? Zjawia się jakiś niby piękniś i flirtuje sobie z moją Kimi??!! Chwila, czy ja nazwałem ją MOJĄ i w dodatku Kimi???!!! Co się ze mną dzieje???!!! Przecież brązowooka to moja najlepsza przyjaciółka!! TYLKO przyjaciółka... prawda???!!! Z rozmyśleń zostałem wyrwany dzwonkiem rozbrzmiewającym w całej szkole, na jego dźwięk jak najszybciej wybiegłem z klasy, ruszyłem w stronę sali gimnastycznej i udałem się do przebieralni, gdy wszedłem do sali byli już tam wszyscy uczniowie brakowało tylko nauczyciela, podszedłem więc do przyjaciół którzy stali trochę z tyłu akurat Kim zaczęła mówić. - Cody poznaj: Grece, Julię, Miltona, Eddiego, Jacka i Jerry'ego. - zwróciła się do nowego, który stał obok niej pokazując po kolej na każdego z osobna. - Więc Kim skąd ty i Cody się znacie? - zapytała Julia brązowooką. - Cody to mój przyjaciel z dzieciństwa znam go od pieluchy, kiedy jeszcze oboje mieszkaliśmy w Miami byliśmy sąsiadami. Wyprowadził się do Włoch gdy mieliśmy osiem lat, bo jego tata dostał tam lepiej płatną pracę, a ja rok później przeprowadziłam się do Seaford no i nie mieliśmy ze sobą kontaktu. - odpowiedziała na zadane pytanie a niebieskooki jej przytakną. Po pięciu minutach niepohamowanego ataku śmiechu wywołanego przez Jerry'ego wspinającego się po zawieszonej siatce do gry w siatkówkę i udającego małpę, do sali wszedł Pan Thunder (Grzmot), widząc mojego kumpla wiszącego metr nad ziemią krzykną. - Martinez złaź na dół ale już!!! Dziś gramy w zbijaka!! Składy drużyn są takie: Jack, Jerry, Grace, Milton i Kai kontra: Kim, Julia, Eddie, Brody i Cody. Ustawiliśmy się wszyscy naprzeciwko drużyny przeciwnej i rozpoczęliśmy grę, była dość wyrównana do dzwonka zostało sześć minut a udział braliśmy już tylko ja i Cody, wiedziałem że wygram w tej grze nikt mnie nie pokona jestem mistrzem. Nagle brunet wykonał dziwny ruch, sekundę później poczułem mocne uderzenie w brzuch, kompletnie zdezorientowany uświadomiłem sobie że przegrałem, pierwszy raz w życiu przegrałem w zbijaka!! Kolejne lekcje mijały spokojnie i nudno. - Powiedzcie Rudy'emu że ja i Jerry nie przyjdziemy dzisiaj na trening!! - krzyknąłem do reszty paczki, która kierowała się ku wyjściu z budynku, jednocześnie zmierzając wraz z Latynosem w miejsce zwane przez nauczycieli kozą, gdzie mieliśmy spędzić najbliższe dwie godziny.
Oczami Kim
Idziemy właśnie do dojo czarnych smoków, gdzie możemy trenować dopóki Bobby nie odbuduje naszego starego dojo, co może zająć około dwóch miesięcy. Weszliśmy do budynku witając się z Rudy'm i Ty'em przedstawiliśmy im Cody'ego który przyszedł aby popatrzeć na nasz trening i jeden przez drogiego tłumaczyliśmy nieobecność Jerry'ego i Jacka. Przebraliśmy się i zaczęliśmy ćwiczyć. Zauważyłam że Brody cały czas patrzy wilkiem na mojego przyjaciela z dzieciństwa ale nie przejęłam się tym zbytnio. O 17.00 skończyliśmy trening, postanowiliśmy pójść do Phila na falafele godzinę później Wyszliśmy z knajpki. Cody zaproponował że odprowadzi mnie pod dom. Zgodziłam się, szliśmy wspominając nasze wspólne dzieciństwo spędzone w Miami, gdy nagle coś wpadło mi do głowy. - Cody a gdzie ty w ogóle będziesz mieszkać w ciągu tych dwóch tygodni?? - zapytałam się go ze zmartwieniem. - Zarezerwowałem sobie pokój w hotelu niedaleko szkoły. Spoko mam gdzie spać. - powiedział ze śmiechem. Ja również się zaśmiałam jednak dla pewności postanowiłam jeszcze powiedzieć. - Ale wiesz że nie musisz mieszkać w hotelu prawda? Przecież możesz zatrzymać się u mnie. Po co masz niepotrzebnie wydawać pieniądze? Moich rodziców nie ma w domu bo pojechali w delegację mają wrócić dopiero za tydzień, ale jak znam życie to pewnie wszystko im się przedłuży i będą w domu za jakieś trzy miesiące. Przy okazji poznałbyś wreszcie moich młodszych braciszków, a Alex i Logan na pewno nie mieliby nic przeciwko temu. - Dzięki za troskę, ale nie chce ci sprawić kłopotów. - odpowiedział ciągle uśmiechnięty. - Na pewno? zapytałam. Na co on przytaknął. - Tylko pamiętaj to żaden kłopot i jakby co... - nie dawałam za wygraną lecz nie było mi dane dokończyć ponieważ mi przerwał. - Będę pamiętać. To tylko dwa tygodnie. Myślisz że nie poradzę sobie w pokoju hotelowym? - zapytał się. - A wiesz że tak?? - odpowiedziałam z chytrym uśmieszkiem na twarzy chcąc się z nim trochę podroczyć i puściłam się biegiem przed siebie nie chcąc by mnie złapał. Kilka sekund później usłyszałam za sobą głos przyjaciela. - Ej...i tak cię dogonię!!! - Dogonił mnie po ośmiu minutach, staliśmy naprzeciwko siebie, oboje mieliśmy zaczerwienione policzki od szybkiego biegu i łapczywie wdychaliśmy świeże powietrze, gdy nasze twarze odzyskały w końcu normalny kolor wybuchliśmy głośnym śmiechem. Poczułam się zupełnie jak w Miami. Oczami wyobraźni zaczęłam wspominać wszystkie chwile z dzieciństwa spędzone w towarzystwie Cody'ego. On również zdawał się być pochłonięty myślami o naszym kochanym Miami i wspólnie przeżytych dziecięcych przygodach. Dopiero po paru chwilach zorientowaliśmy się że nadal stoimy w miejscu, a konkretniej na środku uliczki jakieś dziesięć minut drogi do mojego domu kompletnie nic nie mówiąc. Nie przeszkadzało nam to, ta cisza była przyjemna. Po około trzech minutach odezwał się Cody. - Cieszę się że znów możemy spędzać czas razem. Wiesz...podoba mi się taka jedna dziewczyna, ale kompletnie nie wiem jak jej o tym powiedzieć, a twoje rady zawsze były świetne więc...poradzisz mi coś?? - powiedział i zapytał z prośbą w głosie. - Ooo a znam ją?- zapytałam z ciekawością i ekscytacją w głosie. - Może...to mogę liczyć na jakąś radę? - odparł tajemniczo i jakby lekko zawstydzony oraz ponownie zapytał. - Pewnie. Najlepiej będzie jeśli będziesz z nią szczery i powiesz jej że ci się podoba. - poradziłam przyjacielowi. Nagle poczułam jak moje nogi odrywają się od podłoża a jego ręce obejmują mnie w talii, z szerokim uśmiechem zaczął kręcić mną dookoła siebie krzycząc. - Dziękuję! dziękuję! dziękuję! Jesteś cudowna wiesz?! Co ja bym bez ciebie zrobił?! - Oj nie wiem, nie wiem!! Możesz mnie już puścić ty wariacie?! - odpowiedziałam i zapytałam jednocześnie prosząc przez śmiech. - Nie!! - brunet ze śmiechem odparł na moje pytanie połączone z prośbą. W tym momencie byłam szczęśliwa że najbliższe dwa tygodnie spędzę z dawno niewidzianym przyjacielem, nie zdawałam sobie jednak sprawy z tego że z daleka ktoś nas obserwuje i co może z tego wyniknąć.
No i nareszcie napisałam. Jestem z tego rozdziału naprawdę dumna :) Żałuję tylko że nie udało mi się napisać go wcześniej jak i tego że wyszedł trochę nudnawy :( Mam nadzieję że nie zanudziłam was długością rozdziału?? Połowę rozdziału napisałam już w niedzielę późnym wieczorem i miałam nadzieję że uda mi się go dokończyć i opublikować ponieważ minął miesiąc mojego bloga, jednak na całej ulicy odłączono prąd oraz internet i dopiero dziś go włączyli. Mam do was jeszcze kilka spraw, jak dobrze wiecie zaczęła się szkoła a ja dopiero co wróciłam z prawie dwu tygodniowej choroby i już zdążyłam narobić sobie zaległości, więc kolejny rozdział pojawi się raczej w następnym tygodniu w nieokreślony dzień!!! Co do dodawania rozdziałów w ogóle myślę że będzie pojawiać się NA PEWNO jeden na tydzień lub nawet więcej co w dużej mierze zależy od ilości nauki i prac domowych, nie koniecznie w soboty czy niedziele!!! Została też sprawa moich nominacji do LBA nie wszystkie blogerki prowadzące blogi które nominowałam odpowiedziały na zadane przeze mnie pytania. Rozumiem że możecie nie mieć czasu lub po prostu nie chce się wam odpowiadać na zadawane pytania jednak nominacje przyznałam już trzy tygodnie temu, wszystkie nominowane zostały o tym poinformowane na swoich blogach a ja robiłam coś takiego po raz pierwszy więc jest mi trochę smutno. Co wcale nie znaczy że chcę was obrazić lub sama się na was obraziłam o nie!!! Smucę się również dlatego że NIKT nie skomentował mojej notki z przeprosinami i wyjaśnieniami skierowanymi do was czyli moich czytelników ode mnie za to że tak długo nie było rozdziału. Co nie znaczy że przestanę pisać lub zawieszę czy usunę bloga to zdecydowanie nie wchodzi w grę!!! Zawsze lubiłam pisać ale dopiero gdy założyłam tego bloga zrozumiałam jak dużo szczęścia mi to daje i jak bardzo potrafię się tym cieszyć oraz że całkiem nieźle mi to wychodzi co daje mi jeszcze więcej powodów do radości oraz co ważniejsze pomaga w odnalezieniu pewności siebie!!! Przechodząc już do sedna, kocham pisać i z tego nie zrezygnuję i będę dalej pisać mojego bloga choćby dla samej siebie ale jeszcze milej jest pisać dla kogoś innego i czuć że ktoś docenia to co robi ktoś inny. Więc z całego serduszka proszę was moi kochani jeśli przeczytałyście/przeczytaliście rozdział i przy okazji tę dłuuuugą notkę zostawcie po sobie komentarz chciałabym wiedzieć ile osób ma ochotę jeszcze czytać to moje opowiadanie. Można komentować anonimowo!!! Dobra jesteśmy już prawie na końcu notki (Która niedługo okaże się być chyba dłuższa niż sam rozdział) Teraz pytania do rozdziału:
Co sądzicie o postaci Cody'ego?
Czy Jack będzie zazdrosny?
Jeśli tak to czy będzie miał o co?
Czy Brody coś knuje?
Co Kim czuje do Cody'ego?
Co Cody czuje do Kim?
Kim jest dziewczyna o której mówił Cody?
Czy Cody posłucha rady Kim?
I
Kto jest tajemniczym obserwatorem?
Bardzo proszę o odpowiedzi w komentarzach!!! :) (Tak wiem co sobie myślicie nie dość że przeczytałam/przeczytałem rozdział i tą wielce długaśną notkę to jeszcze mam skomentować i odpowiedzieć na jakieś durne pytania???!!!)
Nie zmuszam ale jest fajniej kiedy na pytania pod rozdziałem odpowie więcej niż jedna osoba.
Rozdział z dedykacją dla:
WSZYSTKICH CZYTELNIKÓW W SZCZEGÓLNOŚCI DLA TYCH KTÓRZY WYTRWALI DO KOŃCA TEJ JAK DOTĄD NIEKOŃCZĄCEJ SIĘ PRZYNUDZAJĄCEJ I WYMĘCZAJĄCEJ NOTKI :D
OGROMNE GRATULACJE DLA WAS WSZYSTKICH KOCHANI JESTEŚCIE WIELCY!!! :D
PIĘKNIE DZIĘKUJĘ ZA LICZBĘ 1563 WYŚWIETLEŃ!!! :D
PRZEPRASZAM ŻE WAS TAK WYMĘCZYŁAM!!! :D
KOCHAM WAS!!! :D