wtorek, 29 kwietnia 2014

Rozdział 8

Następny dzień popołudnie 

Dopiero co skończyłem trzygodzinną odsiadkę za spóźnienie i pyskowanie nauczycielowi. Przechodząc koło kina zobaczyłem wychodzących Kim i Cody'ego który obejmował ją ramieniem. - "To ja powinienem być na jego miejscu." - pomyślałem.

Tydzień później oczami Kim

Dziś czwartek. Cody wyjeżdża w niedzielę o 12.00. Myślę że przez ten tydzień zaprzyjaźnił się z moją paczką. No może oprócz Jacka który ostatnio jest jakiś inny. Przestał się z nami spotykać, rozmawiać, dzwonić. Ani razu nie przyszedł na trening karate, a co najdziwniejsze umawia się na randki z...Lindsay. Dlaczego? Nikt tego nie wie, nawet Jerry a przecież jest jego najlepszym przyjacielem, nigdy wcześniej nie mieli przed sobą żadnych tajemnic. Wszystko zaczęło się na szkolnej stołówce w zeszły piątek...

Retrospekcja

Siedzimy przy stoliku, brakuje tylko Jacka. Po chwili wszedł głównym wejściem trzymając w ręku czerwoną różę, ominął nasz stolik i staną przed wytapetowaną Lindsay. - Lindsay Evans zostaniesz moją dziewczyną? - pyta, wręczając jej kwiat. Hałas panujący w pomieszczeniu zastępuje pełna napięcia cisza. Wszyscy obecni patrzą tylko w ich stronę mając na twarzach wyraz wielkiego zdziwienia. Czekając zapewne na to aż Jack powie że żartuje i zacznie się śmiać lub na odpowiedź tego plastika. - Tak, tak, tak!! Och Jacki'e!! Oczywiście że tak!!! - wykrzyknęła odpowiedz tym swoim piskliwym głosikiem i rzuciła się mu na szyję. - Joł niezły kawał stary! Ha ha!! Chodź do nas! - krzyknął Jerry chcąc przerwać przerażającą ciszę która nastąpiła po słowach Evans. -Nie Jerry, to nie żart i dzięki za propozycje ale nie skorzystam. Teraz chcę spędzić jak najwięcej czasu z moją nową dziewczyną. - powiedział chłodno szatyn i wyszedł ze stołówki razem z Lindsay.

Koniec retrospekcji  

- Hej. O czym myślisz? - głos mojego przyjaciela przywrócił mnie do rzeczywistości. Leżałam na łóżku z twarzą wpatrzoną w sufit. - Puka się wiesz?  O Jacku i o tym jak się zmienił. - zapytałam i odpowiedziałam zasmucona. - Oj tam oj tam. Słuchaj cokolwiek się wydarzyło na pewno mu to minie i prędzej czy później wszystko wam wyjaśni. - powiedział próbując mnie pocieszyć jednocześnie kładąc się na drugiej stronie mojego spania. - Tylko co się takiego stało? - zapytałam bezradnie. - A może wiesz poczuł się zagrożony i jest...no...zazdrosny? - zasugerował Cody. - Co? Zagrożony? Zazdrosny? On? Niby dlaczego? - ciągle zadawałam pytania. - Powiedz mi. Zależy ci ma nim prawda? - zapytał nagle. - Pewnie że tak! Przecież to mój przyjaciel! - krzyknęłam lekko oburzona. - Przyjaciel? - zakpił. - Ja myślę że jest dla ciebie kimś więcej. - dodał z chytrym uśmieszkiem. - Wygadujesz głupoty. - powiedziałam trochę zawstydzona czując rumieńce na twarzy. W odpowiedzi niebieskooki wybuchnął śmiechem. - Sama widzisz. - powiedział gdy tylko złapał oddech. - Chcesz znać moje zdanie? Jack chyba myśli że próbuje go wam zastąpić i że, ciebie i mnie łączy coś więcej niż zwykła przyjaźń. Dlatego tak dziwnie się zachowuje. - zapytał i nie czekając na odpowiedz ciągnął dalej. - Tak uważasz? To przecież śmieszne. Jak on w ogóle mógł tak pomyśleć? Nie obraź się Cody, ale nikt nigdy nie zastąpi nam Jacka , a ciebie kocham jak brata. - powiedziałam podejrzewając że, przypuszczenia mojego gościa mogą być niestety dość prawdopodobne. - "Jack chyba rzeczywiście poczuł się odtrącony." - pomyślałam smutno. - Nie obrażam się, a ty dobrze wiesz że jesteś dla mnie jak siostra. - odpowiedział mi. W tym samym momencie zadzwonił mój telefon.

Rozmowa telefoniczna:
Kim: Halo?
Pani Crawford: Kim kochanie tu mama. Dzwonie żeby ci powiedzieć że, oboje z tatą musimy zostać dłużej w delegacji a, później mamy inny bardzo ważny służbowy wyjazd, więc do domu przyjedziemy dopiero za jakieś cztery miesiące.
K: Co? Ale mieliście wrócić już kilka dni temu, a teraz mi mówisz że przyjedziecie za cztery miesiące?!
P.C: Wiem że sobie poradzicie, nie martw się będziemy wam wysyłać pieniądze. Muszę kończyć. Ucałuj od nas chłopców. Kochamy was. Pa.
K: Pa.
Koniec rozmowy telefonicznej.

- Kim? Co jest? - zapytał brunet gdy się rozłączyłam. - Rodzice. Przyjadą za cztery miesiące.- odparłam krótko. - Ok, kapuję. Mam nie rozwijać tematu tak? To może teraz ty mi coś doradzisz...pamiętasz jak mówiłem ci że podoba mi się taka jedna dziewczyna nie? - powiedział zmieniając temat za co byłam mu wdzięczna. Pokiwałam głową. - No bo chodzi o to że, ta dziewczyna to...no...Grace. Tylko że ona raczej bardzo lubi Jerry'ego i nie wiem co mam zrobić.- gdy to mówił wydał mi się mocno zakłopotany. - Masz rację. Grace kocha Jerry'ego, ale jeśli ci to pomoże to powiedz jej co do niej czujesz. - poradziłam mu. - Wiedziałem że dobrze mi poradzisz. - powiedział wstając z łóżka. - Dzięki. - powiedzieliśmy równocześnie gdy, niebieskooki odwrócił się w moją stronę kiedy stał już przy drzwiach, na co jednocześnie się zaśmialiśmy.

Następny dzień oczami Grace

Za pięć minut zaczyna się trening. Stoję przed dojo z Cody'm który właśnie powiedział mi że mnie lubi, ale tak lubi lubi. Milczę lecz po krótkim namyśle postanawiam mu wreszcie odpowiedzieć. - Posłuchaj Cody ja też bardzo cię lubię...naprawdę...

W tym samym czasie oczami Jerry'ego 

Jestem w galerii. Kieruję się w stronę dojo i co widzę? Widzę jak Cody mówi Grace że bardz o, bardzo ją lubi, a po chwili słyszę jej odpowiedz. - Posłuchaj Cody ja też bardzo cię lubię...naprawdę... - nie mam ochoty słuchać tego dłużej. Odwracam się i biegnę w stronę skateparku. Postanawiając opuścić dzisiejszy trening.



Wspaniale jest wrócić. Teraz wiem jak bardzo brakowało mi pisania. Strasznie się cieszę z opublikowania tego rozdziału. :D Jeśli ktoś miałby wątpliwości początek rozdziału jest pisany z perspektywy Jacka. Retrospekcja została napisana kursywą. Jak myślicie co Grece powie Cody'emu?

TEN ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ WSZYSTKIM MOIM CZYTELNIKOM!!! :D
JESTEŚCIE CUDOWNI!!! :D
KOCHAM WAS!!! :D
I
BARDZO WAM WSZYSTKIM DZIĘKUJĘ 
ZA TO ŻE CZYTACIE MOJEGO BLOGA!!! :D
DO ROZDZIAŁU KOCHANI :D (Powinien pojawić się w piątek lub sobotę ewentualnie w przyszłym tygodniu po pisemnej maturze)

niedziela, 20 kwietnia 2014

Wesołego alleluja, mokrego dyngusa, przeprosiny,wyjaśnienia oraz sprawa mojego powrotu!!! :)

Jak sam tytuł głosi życzę wszystkim moim czytelnikom radosnych świąt wielkanocnych, smacznego jajka, udanego "zajączka" mokrego śmingusa dyngusa i miłych chwil spędzonych z rodziną lub przyjaciółmi. Nie wiem czego mogłabym wam jeszcze życzyć więc...przepraszam. Wczoraj minęło pół roku od mojego ostatniego wpisu. Sporo czasu nie??!! Sama nie wiem kiedy to tak zleciało...ale wracając do tematu mam nadzieję że nie macie mi za złe tego że nie pisałam jak i nie komentowałam innych blogów przez tak długi czas. Te kilka ostatnich miesięcy było dla mnie bardzo ciężkie z powodów osobistych, szkolnych, czy problemów z laptopem który od dłuższego czasu sam się wyłącza i nigdy nie wiem w jakim momencie może mi zrobić "psikusa" :( Wielokrotnie próbowałam i rozmyślałam o tym jak napisać nowy rozdział lub choćby przeprosiny czy jakieś wyjaśnienia które się wam zdecydowanie należą. Na przykład za to że nadal wchodzicie na mojego bloga co naprawdę bardzo, ale to bardzo doceniam i szczerze wam wszystkim dziękuję!!! :D Kocham was za to!!! Niestety za każdym razem miałam kompletną pustkę w głowie, nie umiałam dobrać słów, brakowało mi pomysłów albo na odwrót miałam ich po prostu za wiele. Tak o to moje próby spełzły na niczym :( Co wywoływało u mnie większy smutek ponieważ przez cały czas mojej nieobecności tutaj czułam że moje życie się całkiem wali i bardzo mi zależało aby dodać tu choć jedną notkę abym mogła poczuć się lepiej dzięki temu że coś wreszcie zrobiłabym dobrze no i oczywiście od czytania waszych przemiłych komentarzy :) Podsumowując w ten piątek mam zakończenie roku szkolnego. NIE, NIE MACIE PROBLEMÓW ZE WZROKIEM xD Jestem w klasie maturalnej i kończę wcześniej a później od 5 maja mam maturę. Tak więc myślę że przynajmniej jeden rozdział (Choć mam nadzieję że uda mi się napisać ich trochę więcej w tym terminie, ale będę się musiała jeszcze pouczyć do matury więc nie wiem jak wyjdzie) powinien się pojawić od 28 kwietnia do 2 maja. Po maturze postaram się pisać w miarę regularnie. Dziękuję że nadal ze mną jesteście!!!  Do rozdziału kochani!!! :) Na pewno pojawi się wcześniej niż za 6 miesięcy xD

sobota, 19 października 2013

Sto lat Marto! :D

Dzisiaj twoje urodziny więc z całego serca życzę ci, aby spełniły się twoje marzenia, wielu prezentów, super imprezy, wspaniałych przyjaciół, zdrowia, jak najwięcej radości z życia, abyś zawsze była uśmiechnięta i szczęśliwa, w szkole szło ci wszystko gładko oraz nieskończonej ilości weny żeby nigdy nie zabrakło ci pomysłów do twoich rewelacyjnych blogów i abyś szybko odwiesiła swojego drugiego bloga. A także aby pisanie cię uszczęśliwiało dawało tobie radość, zadowolenie z siebie, poczucie własnej wartości i dobrą zabawę!!!!!!!!! :D Kocham cię!!!!! :) Wszystkiego najlepszego skarbie!!!!! :D Tort ma trochę za mało świeczek ale mam nadzieję że ci się podoba kochana!!!!! :D

niedziela, 13 października 2013

Rozdział 7

A to co tam zobaczyłam zszokowało mnie...salon wyglądał jakby przeszło przez niego tornado: Fotele wywrócone do góry nogami, lampa stojąca obok przewrócona, stolik miał wyłamane dwie nogi i był przechylony, szklany wazon który na nim stał roztrzaskał się pozostawiając sporej wielkości plamę wody na dywaniku i wiele drobnych odłamków szkła w całym pomieszczeniu. Ramki ze zdjęciami wiszące na ścianach leżały potłuczone na podłodze. Wszędzie było pełno pustych opakowań po chipsach, ciastkach i innych słodyczach czy fast foodach. Gdzie by nie spojrzeć było mnóstwo pierza i porozrzucanych poduszek. Ruszyłam ostrożnie w stronę kuchni która nie wyglądała lepiej: Dosłownie wszystko było mokre. W kącie leżała byle jak rzucona i pusta gaśnica. Na kuchence stały przypalone garnki i patelnia, a w piekarniku znajdował się spalony kurczak. Cała podłoga była brudna od rozbitych jajek, rozsypanych przypraw, obierek po warzywach i owocach, rozlanego mleka oraz piany gaśniczej. Powoli uważając aby nie "wywinąć koziołka" wyszłam z kuchni. Skierowałam się do jadalni mając nadzieję że przynajmniej ona będzie wyglądać normalnie, jednak jak to mówią -"Nadzieja matką głupich."- pomyślałam kiedy już tam weszłam. Na stole znajdowało się kilka pudełek z pizzą, w połowie pełne butelki po gazowanych napojach i duża ilość papierków po mentosach. Ściany, podłoga i sufit były oblepione słodkawą cieczą. Jedyny plus tej sytuacji to to że prawdopodobnie znalazłam winowajców tych szkód, którzy teraz smacznie sobie spali z buziami brudnymi od sosu do pizzy na krzesłach stojących koło stołu. Postanowiłam zrobić im pobudkę. - Co tu się stało??!! - krzyknęłam na tyle głośnio że słychać mnie było w całym domu jeśli nie na ulicy. Sprawiając iż dwójka zdezorientowanych maluchów gwałtownie spadła z krzeseł. - Aaa co się dzieje??!! - krzyknął Logan, a kiedy mnie zobaczył dodał już znacznie ciszej. - Ooo...cześć Kim. - Dowiem się co tu się stało? - spytałam się obydwóch. - No więc... - zaczął jak dotąd milczący Alex i przerwał. - No więc? - zapytałam zastanawiając się jaka będzie jego odpowiedz. -  Przyszliśmy ze szkoły byliśmy głodni, a ciebie nie było. Logan powiedział że sami zrobimy sobie obiad. Postanowiliśmy upiec kurczaka, ugotować jakieś warzywa, zrobić omlety i owocowe szejki. Jedzenie zaczęło się przypalać, użyliśmy gaśnicy ale dym zdążył uruchomić zraszacze. Nie wiedzieliśmy co zrobić a ciągle byliśmy głodni w końcu nic nie zjedliśmy. Wyszliśmy z kuchni zostawiając bałagan i poszliśmy do sklepu tam kupiliśmy: chrupki, ciastka, batony, kilka napojów gazowanych i mentosy. Wróciliśmy do domu i zajadając kupione przekąski graliśmy w gry na konsoli w salonie, w pewnym momencie zaczęliśmy biegać po pokoju rzucając się poduszkami kiedy poczuliśmy zmęczenie uznaliśmy że nadal jesteśmy głodni, a w pomieszczeniu był okropny bajzel. Zamówiliśmy pizzę, a czkając na dostawę odkręciliśmy butelki z piciem i wrzuciliśmy do nich mentosy wtedy picie wystrzeliło do góry i rozlało się na ściany, sufit i podłogę w jadalni. Odebraliśmy i zapłaciliśmy za zamówienie przyszliśmy tutaj jedliśmy no i zmęczeni zasnęliśmy, a ty wróciłaś i nas obudziłaś. - skończył swoją wypowiedz mój braciszek. - No to macie szczęście że rodzice tego nie widzą i szlaban na konsole przez dwa tygodnie. A teraz lepiej szykujcie się do spania. - powiedziałam spokojnie i stanowczo. - Co?! Ale jak to... - Logan próbował protestować jednak widząc mój wzrok szybko zamilkł. - Ciesz się że tylko na tym się skończyło i że nie ty będziesz musiał posprzątać  ten syf, bo gdyby rodzice to zobaczyli to oboje mielibyście o wiele bardziej przechlapane. - powiedziałam do brata. - No ok. Dzięki. - odpowiedział mały buntownik. - Dobranoc Kim. - powiedział Alex. - Dobranoc maluchy. - powiedziałam do dwójki rozrabiaków. Chłopcy poszli na górę, a ja wzięłam się za sprzątanie. Kiedy skończyłam zerknęłam na zegar stojący nicznejw jadalni który wskazywał 23.30. - "No pięknie!! Sprzątanie zajęło mi cztery godziny??!! Chyba najwyższy czas pójść spać" - pomyślałam. Udałam się do mojego pokoju i nie zdejmując ubrania zmęczona padłam na łóżko.

Następny dzień szkoła 

Dzisiaj na lekcjach siedzę w ławce z Cody'm albo Grace i cały czas piszę do nich liściki. Jack jak zawsze się spóźnił, nauczyciel na niego nakrzyczał , on mu odpyskował i co dziwne dostał tylko godzinę odsiadki choć normalnie dostałby trzy. A co jeszcze dziwniejsze Jerry w ogóle nie dostał kozy! Coś tu zdecydowanie nie gra, a ja prędzej czy później dowiem się o co chodzi. Po szkole Cody chciał iść z nami do dojo żeby trochę potrenować więc poszedł do hotelu po ciuchy do przebrania, a my ruszyliśmy w stronę galerii. Trenowaliśmy już od godziny kiedy do budynku wszedł Jack. Jednak nie potrafiłam się z tego cieszyć ponieważ Grant (Nazwisko Cody'ego) nadal nie przyszedł. Pół godziny później skończyliśmy ćwiczyć. Chłopaki i Grace jeszcze się przebierali natomiast ja wyszłam właśnie z szatni, poczułam wibracje w kieszeni spodni, wyjęłam komórkę i zobaczyłam że dzwoni mój nieobecny przyjaciel.

Rozmowa telefoniczna:
Kim: Nareszcie zadzwoniłeś. Czemu nie przyszedłeś? Coś się stało?
Cody: Hej. Mnie tez miło cię słyszeć. Bo nie mogłem. Tak stało się, ale nie jest to sprawa na telefon. Mogłabyś przyjść teraz do hotelu?
K: Pewnie. Ale co się stało?
C: Wyjaśnię ci jak się spotkamy. Na razie.
K: No dobrze. Na razie.

Koniec rozmowy telefonicznej.

Skończyłam rozmowę, a moi przyjaciele wyszli z przebieralni. - Słuchajcie jest wcześnie co wy na to żeby pójść do Phila a potem na lody? - zaproponowała Grece. - Ok. - odpowiedzieli jej chłopaki - A ty Kim? - spytała się mnie przyjaciółka gdyż nie udzieliłam jej odpowiedzi, a ja poczułam na sobie wzrok wszystkich zebranych. - Ja nie mogę. Przed chwilą zadzwonił Cody i zaraz mam się z nim spotkać. - odpowiedziałam kierując się do wyjścia. - Ok. Widzimy się jutro w szkole. - odpowiedziała. - Jasne do zobaczenia jutro. - odpowiedziałam odwracając głowę w stronę przyjaciół zauważając też zawiedziony wzrok Jacka i wyszłam. Dojście na miejsce zajęło mi 20 minut. Przez szklane drzwi hotelu spostrzegłam że Cody stoi w holu z trzema spakowanymi walizkami. Lekko zdziwiona weszłam do środka i do niego podeszłam. - Hej. Czemu stoisz tu z walizkami? - przywitałam się i zapytałam. - Hej. Dzięki że przyszłaś. Stoję tu z walizkami dlatego że w moim pokoju pękła rura i jest cały zalany a hotel nie ma już żadnych wolnych miejsc.- odpowiedział, a ja nie wiedziałam co powiedzieć. - No i wiesz tak się zastanawiałem czy twoja propozycja jest ciągle aktualna? - zapytał cały czerwony na twarzy, drapiąc się ręką po głowie i nie patrząc mi w oczy. - Jaka propozycja? Nic sobie nie przypominam. - postanowiłam udawać że nie wiem o czym mówi. - Co ale jak to? No przecież jeszcze wczoraj mówiłaś mi że...- chłopak wytrzeszczył na mnie oczy a w jego głosie było słychać zmartwienie. - Ha ha ha serio mi uwierzyłeś? Naprawdę sądziłeś że nie wiem o czym wczoraj rozmawialiśmy? Ha ha nieźle cię nabrałam co? Jasne że pamiętam! I tak propozycja jest ciągle aktualna. - nie wytrzymałam i zaczęłam się z niego śmiać. - Uff...ulżyło mi. Dobra przyznaję że nieźle mnie nabrałaś. Ale serio nie masz nic przeciwko żebym przez czas mojego pobytu tutaj mieszkał w twoim domu? - powiedział przyznając mi rację i się zapytał. - Nie gadaj już tyle, bo jeszcze zmienię zdanie. Weź walizki i idziemy do mnie. - powiedziałam biorąc jedną z jego walizek w lewą rękę, a prawą ciągnąc go w stronę wyjścia z budynku. - Chyba będzie lepiej jak przyspieszymy nie chce mieć powtórki z wczoraj. - powiedziałam gdy byliśmy w połowie drogi do celu. - Powtórki z wczoraj? - zapytał Cody nic nie rozumiejąc. - Kiedy nie byłam w domu bliźniaki zrobiły straszny bałagan. Sprzątałam po nich przez cztery godziny. - wyjaśniłam. - Wow! Twoi bracia muszą być fajni.- stwierdził sarkastycznie. - Ta ale kocham ich takich jakimi są. - wyznałam całkowicie szczerze. Po 15 minutach dotarliśmy do domu. Na szczęście nie był on zdemolowany. Postawiliśmy walizki przy schodach i ruszyliśmy do salonu gdzie chłopcy grali na konsoli zajadając popcorn z mikrofali. - Cześć łamacze zakazów. - powiedziałam, a oni spojrzeli w naszą stronę. - Cześć siostra. Co to za koleś? - przywitał się i zapytał podejrzliwie Logan. - To mój stary przyjaciel z dzieciństwa spędzonego w Miami. Zatrzyma się u nas na dwa tygodnie.- odpowiedziałam. - Cześć jestem Cody. Fajnie was poznać. - chłopak sam się przedstawił. - Hej jestem Alex. - powiedział młodszy bliźniak. -  Rzeczywiście ten twój kumpel jest stary. Ej a gdzie podziałeś swoja sztuczną szczękę? A może chcesz drewnianą laskę co staruszku? - zwrócił się do mnie drugi bliźniak i skierował pytania do Cody'ego. Poczułam że robię się czerwona na twarzy.  - Logan!!!!! - krzyknęłam chyba na całą dzielnicę. - No co spytać się nie mogę?  Jak gdzieś by zasłabł z tej starości to laska byłaby mu przecież potrzebna żeby nie upadł nie? A tak zapomniałem, gdzie moje maniery jestem Logan, ale to chyba już wiesz o ile pamiętałeś o założeniu aparatu słuchowego panie starszy!! - zapytał i powiedział dość głośno z chytrym uśmieszkiem i sarkazmem w głosie biorąc do ręki garstkę kukurydzy. - Wiesz akurat zostawiłem go w domu we Włoszech, ale i tak cię usłyszałem. Dzięki za troskę Logan. - odpowiedział mu mój przyjaciel posyłając w jego stronę miły uśmiech. Mina mojego "kochanego" braciszka była bezcenna. Wypluł resztki zmielonego popcornu które wystrzeliły z jego ust jak z karabinu i Siedząc na kanapie z szeroko otwartą buzią, wpatrywał się w nas a my wyszliśmy z pomieszczenia próbując powstrzymać śmiech. Wchodziliśmy po schodach na górę z walizkami chcąc udać się do pokoju gościnnego - Chyba mnie polubili co nie? - powiedział niebieskooki chichocząc. - Wiesz...chyba niekoniecznie obaj. - odpowiedziałam i tak samo jak on zachichotałam. - Przepraszam cię za Logana, on już tak ma że lubi dokuczać. - dodałam. - Spoko. Zabawny z niego dzieciuch. Widać że lubi robić figle. Poza tym kogoś mi przypomina. - powiedział wyluzowany, a w jego oczach dostrzegłam wesołe iskierki. - Ha ha nawet wiem kogo. - powiedziałam rozbawiona. Patrząc na niego wymownie. Ten tylko się uśmiechną i gdy weszliśmy do jego tymczasowej sypialni, zabrał się za rozpakowywanie swoich rzeczy. - Zaczekaj. Może pomogę ci przygotować kolację? W końcu chciałbym się jakoś odwdzięczyć, a walizki mogę rozpakować później. - zaproponował swoją pomoc kiedy stałam już w drzwiach, chcąc skierować się do kuchni w celu zrobienia posiłku. - Pewnie. Chętnie skorzystam z zaoferowanej pomocy. - zeszliśmy na dół, a ja wyciągnęłam z szafek składnik potrzebne do przyrządzenia potrawy. - To co dziś upichcimy? - zapytał brunet. - Placki ziemniaczane z cukrem. - odpowiedziałam. Dzięki pomocy Cody'ego polegającej głównie na wykonywaniu moich poleceń, uporaliśmy się ze wszystkim w mniej niż godzinę. Po zjedzeniu pysznej kolacji, oczywiście nie obyło się bez pozmywania brudnych naczyń. Później poszłam na górę, umyłam się w mojej łazience, założyłam piżamę i kładąc się do łóżka zasnęłam.

Następny dzień rano oczami Jacka

Jest 7.10. Co robię o tej porze na nogach? Stoję przed domem mojej przyjaciółki czekając aż otworzy mi drzwi. Usłyszałem szczęk zamka, ku mojemu zdziwieniu w drzwiach ujrzałem Cody'ego ubranego jedynie w bokserki. - E...cześć przyszedłem do Kim. Co ty tutaj robisz? - powiedziałem chcąc unikną pytań z jego strony i sam zapytałem. - Cześć Jack. Wprowadziłem się tu. - powiedział otwierając szerzej drzwi tak żebym mógł wejść do środka. Nie zdążyłem jednak nijak zareagować na to zawiadomienie, bo w przedpokoju pojawiła się Kim. - O widzę że już wstałeś. Miałam właśnie iść cię obudzić. Śniadanie jest na stole w jadalni. Hej Jack. Co cię tu sprowadza i to tak wcześnie? - zwróciła się do bruneta z uśmiechem i zapytała się mnie trochę zdumiona, ale radosna blondynka. - Hej Kim. Pomyślałem że wpadnę po ciebie i razem pójdziemy do szkoły. - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. - Ok. Tylko muszę się jeszcze spakować i obudzić chłopców. No i zaczekać na Cody'ego. Poczekasz w salonie? - zgodziła się i zapytała. - Jasne. - odparłem krotko. Niezbyt zadowolony z faktu iż chłopak będzie nam towarzyszyć. Z góry dało się słyszeć donośne "POBUDKA ŚPIOCHY" i głośny huk po upadku. Uśmiechnąłem się - "Ona to wie jak obudzić człowieka" - pomyślałem.10 minut później skierowaliśmy się w stronę szkoły, gdzie dotarliśmy 20 minut przed rozpoczęciem lekcji. Weszliśmy do budynku zabraliśmy z szafek potrzebne książki, a pod salą od matematyki spotkaliśmy resztę naszej paczki. - Siemka. - powiedzieli wszyscy patrząc na naszą trojkę. - Hejka. - powiedzieliśmy równocześnie. - Jak tam Cody wyspałeś się? - spytał niespodziewanie Eddie. - No właśnie jak ci się dziś spało? - dopytywał się też Jerry. Niebieskooki spojrzał na nich dziwnie. - Tak wyspałem się, a u Kim spało mi się bardzo dobrze. Ale czemu o to pytacie? - odpowiedział i zapytał. - Bo w tym hotelu w którym nocujesz podobno straszy i...zaraz, zaraz jak to u Kim? - zaczął wyjaśniać Eddie, ale przerwał w połowie i zapytał. - No, bo w pokoju który zarezerwował pękła rura i wszystko zalała, a w hotelu nie mieli już wolnych miejsc. To dlatego poprosił mnie wczoraj o to spotkanie. Teraz będzie nocować u mnie w jednym z pokoi gościnnych do końca swojego wyjazdu. Ale nie zmieniaj tematu. To o co wam chodzi co? - wyjaśniła brązowooka, gdy spojrzenia wszystkich skierowały się w jej stronę i odbiła piłeczkę do Eddiego. - A tak. W tym hotelu podobno straszy i założyłem się z Jerrym o 50$, że Cody po dwóch nocach spędzonych w tym hotelu przestraszy się i przeniesie do innego. Jednak skoro nie spał on w hotelu to żaden z nas nie wygrał i zakład jest unieważniony. - powiedział czarnoskóry chłopak. W tym samym czasie przyszedł nauczyciel i otworzył drzwi klasy. Usiadłem w przedostatniej ławce razem z Jerrym. - Pan Brewer niespóźniony?! To chyba jakiś cud!! - wykrzyknął zdumiony nauczyciel kiedy mnie zauważył. - W zupełności się z panem zgadzam. I na pana miejscu nie liczyłbym na więcej takich wyjątków. - powiedziałem. Na co wszyscy obecni się zaśmiali. Nawet nauczyciel. - Dobrze już. Spokój! Może z czasem postarasz się jednak robić więcej takich wyjątków Jack? - matematyk próbował uspokoić klasę, a ta momentalnie ucichła. - Nikt nie karze panu tracić nadziei. - odpowiedziałem bez żadnego sarkazmu. Pozostałe lekcje minęły zaskakująco szybko. Moi przyjaciele już wyszli a ja stałem sam przy szafkach. Nagle usłyszałem czyjś głos...

W tym samym czasie oczami Lindsay 

Mój plan działa doskonale. Pomysł z przekupieniem boya hotelowego żeby zepsuł rury i doprowadził do zalania pokoju zajmowanego przez tego nowego, był genialny. Teraz chłopak mieszka u Crawford, a ona i Jacki'e w ogóle nie spędzają ze sobą czasu. Wiem, bo podsłuchałam ich poranną rozmowę pod salą od matmy. Na każdej lekcji blondynka siedziała w ławce z tym swoim koleżką albo tą swoją przyjaciółeczką  Grece kompletnie nie interesując się szatynem. Natomiast on z nieznanych mi przyczyn dosiadał się do tych jego dziwacznych kolegów zamiast usiąść obok mnie!! Jest już po zajęciach, a ja szukam mojej kredki do oczu którą zgubiłam, gdy przechodziłam koło sali od chemii zauważyłam przy szafkach stojącego tyłem do mnie Jacka. Był sam więc stwierdziłam że to idealna okazja aby jakoś pocieszyć smutnego chłopaka i do niego podeszłam. - Hej Jacki'e skarbie! Wybierzemy się dziś razem do kina? - zapytałam słodkim głosikiem. - Nie, dzięki za propozycję, ale nigdzie z tobą nie pójdę. - powiedział swoim cudownym głosem. - Świetnie. Przyjedź po mnie o 18.00 mój ty..chwila czy ty mi odmówiłeś?! - powiedziałam i zszokowana zapytałam się go. - Tak Lindsay. Odmówiłem ci. - powiedział spokojnie i odszedł. Zostawiając mnie samą na środku pustego korytarza w ciągłym szoku. - "Przecież mnie nigdy nikt nie odmawia" - pomyślałam próbując wymyślić kolejny przebiegły plan zdobycia Brewera.

Wieczór oczami Jacka

Wszedłem właśnie na GG. (Gadu Gadu choć pewnie wiecie o co chodzi) Zobaczyłem że Kim jest dostępna więc do niej napisałem.
Czat:
Jack: Hejka Kim.
Kim: Cześć Jack.
Jack: Co teraz robisz?
Kim: Gadam z tobą :)
Jack: Spoko xD Może wybierzemy się do skate parku jutro po szkole?
Kim: Sorki, ale mam już plany. Idę z Cody do Kina.
Jack: To może pojutrze?
Kim: Mamy iść z Cody'm i chłopcami do oceanarium. Jak chcesz możesz iść z nami.
Jack: A wiesz nie ważne, przypomniałem sobie że ja też mam już inne plany. Do zobaczenia jutro w szkole.
Kim: Ok. Do zobaczenia w szkole.
Koniec czatu.

Kim się wylogowała. Po chwili zrobiłem to samo i  z mętlikiem najróżniejszych myśli w głowie padłem na łóżko zasypiają.



I jest obiecany rozdział. To zdecydowanie najdłuższy rozdział jaki do tej pory napisałam. Pisałam go przez kilka dni, więc mam nadzieję że choć trochę wam się spodobał oraz że udało mi się was zaskoczyć ;) Mam do was pewną sprawę. Za cztery tygodnie dokładniej 10 listopada będę mieć 18 a nie mam pojęcia gdzie mogłabym zorganizować te moje urodziny. Takie tylko dla rodziny. Więc bardzo bym was prosiła o napisanie waszych pomysłów w komentarzach. Rozdział z dedykacją dla:


Olivii B.N
Marty Z.
Any Howard
Lucy Howard
Cleo Cullen
Idziochy Podpadziochy
Elinor Howard
Patty Howard
Klaudii Koczary
Ewki.P
Emily Moore
I
Eweliny Venezii

Kocham was dziewczyny :D

poniedziałek, 30 września 2013

Rozdział 6

Oczami Tajemniczego obserwatora

Właśnie wracam z wizyty u kosmetyczki, wyglądam przepięknie, o tak mocny makijaż to jest to! Zauważyłam że po drugiej stronie ulicy, plecami do mnie stoi Crawford z tym nowym jak mu tam...Cody'm. Zaczęłam kierować się w stronę miejsca gdzie stała wcześniej wspomniana przeze mnie dwójka. Robiąc to tak aby pozostać przez nich niezauważona. Mając na celu podsłuchanie ich rozmowy. A oto co usłyszałam:  - ...podoba mi się taka jedna dziewczyna, ale kompletnie nie wiem jak jej o tym powiedzieć, a twoje rady zawsze były świetne więc..poradzisz mi coś?? - spytał chłopak dziewczyny. - Ooo a znam ją? - zapytała nie udzielając odpowiedzi. - Może...to mogę liczyć na jakąś radę? - odpowiedział tajemniczo i lekko się zaczerwienił. - "Oj jak słodko chłopczyk się zakochał i prosi przyjaciółeczkę o radę."- pomyślałam ironicznie i z kpiną. Chwila on jest zażenowany czyżby dziewczyną w której on się zakochał była ta niemodnie i totalnie bez gustu ubrana blondynka? Jeśli tak to jest moja szansa. - Pewnie. Najlepiej będzie jak będziesz z nią szczery i powiesz jej że ci się podoba. - odpowiedziała na powtórnie zadane przez bruneta pytanie. Po chwili uniósł tą dziwaczkę do góry i zaczął kręcić nią dookoła siebie jednocześnie krzycząc. - Dziękuję! dziękuję! dziękuję! Jesteś cudowna wiesz?! Co ja bym bez ciebie zrobił?! - Oj nie wiem, nie wiem!! Możesz mnie już puścić ty wariacie?! - odpowiedziała i zapytała rozbawiona dziewczyna. - Nie!! - odparł tak samo rozbawiony chłopak. Upłynęło około 5 minut zanim Cody postawił brązowooką na ziemi i oboje ruszyli przed siebie. Byłam ciekawa dokąd zmierzają więc postanowiłam ich śledzić, 10 minut później staliśmy przed domem mojego wroga numer 1. - Do zobaczenia jutro w szkole. - powiedziała przytulając chłopaka. - Jasne. Do zobaczenia w szkole. - odpowiedział odwzajemniając uścisk. Dziewczyna weszła do domu a ja ruszyłam za niebieskookim. Kiedy minęło pół godziny dotarliśmy do hotelu znajdującego się niedaleko szkoły w którym zapewne zarezerwował on sobie pokój. Wszedł do środka, poszłam za jego przykładem i w kilka sekund znalazłam się w hotelu. Wyszłam z niego po godzinie. - "Kiedy tylko mój plan zacznie działać, Jack Brewer już na zawsze będzie należeć do mnie." - pomyślałam z szerokim uśmiechem na twarzy i skierowałam się w stronę domu.

Oczami Kim (Od końca poprzedniego rozdziału)

Wreszcie po jakichś 5 minutach Cody odstawił mnie na ziemię, dalszą drogę przeszliśmy rozmawiając o tym co brunet chciałby zwiedzić jutro po lekcjach i ciągle się śmiejąc. Kiedy dotarliśmy do mojego domu. - Do zobaczenia jutro w szkole. - powiedziałam przytulając chłopaka. - Jasne. Do zobaczenia w szkole. - odpowiedział i również mnie uścisną. Weszłam do domu, udałam się do salonu a to co tam zobaczyłam zszokowało mnie...



I kolejny rozdział :) Jak dla mnie wyszedł krótki, nudny, beznadziejny i taki o niczym. Ale to tylko takie wprowadzenie do akcji. W kolejne rozdziały będą dłuższe i ciekawsze przynajmniej taką mam nadzieję :) Tak wiem jestem zła bo ciągle nie wiecie kim jest tajemniczy obserwator xD Więc teraz mogę już zdradzić że to na pewno nie jest chłopak ;) Dobra, dobra teraz na serio (tamto też było na serio) chyba dałam wam kilka podpowiedzi kto jest tajemniczym obserwatorem prawda?? Myślę że teraz łatwieaz j się domyślicie :)
Rozdział bez dedykacji ponieważ wyszedł fatalnie jest strasznie krótki i o niczym.
Teraz pytania do rozdziału:
Co zszokowało Kim?
Co to za tajemniczy plan?
I
Kim jest tajemniczy obserwator?
Do następnego kochani :D

wtorek, 24 września 2013

Rozdział 5

  • "Woo!!! Jak przyjdzie Jack będzie się działo". - pomyślałem. - Jak niektórzy z was zdążyli zauważyć mamy w szkole nowego ucznia,przyjechał do nas z wymiany na dwa tygodnie i został przydzielony do waszej klasy. - powiedział Pan Sims. - Przedstaw się i powiedz coś o sobie - zwrócił się do nowego. - Nazywam się Cody Grant, przyjechałem tutaj z Włoch, ale pochodzę z Miami, umiem jeździć na desce, uwielbiam tańczyć i  śpiewać, lubię sporty ekstremalne, kiedyś trenowałem karate i zdobyłem zielony pas. - powiedział niebieskooki. Fizyk już miał coś powiedzieć,lecz w tej samej chwili do klasy wszedł Jack z uśmiechem na twarzy - Brewer jak zwykle spóźniony! Godzina kozy!! Jaki jest powód twojego spóźnienia tym razem??!! - powiedział i zapytał go psor ze złością i  znudzeniem w głosie. - Po pierwsze, nie po nazwisku po drugie, klub Jerry'ego mógłbyś się w końcu nauczyć Henry to nic trudnego, a spóźniłem się dlatego że mój budzik miał dość budzenia mnie dzień w dzień i poleciał lotem ekspresowym na Hawaje. - powiedział mój kumpel na co cała klasa zaśmiała się a belfer zrobił się czerwony na twarzy i krzykną - Dość tego Brewer!! Dwie godziny kozy!! - a ja wykrzyknąłem - Wow klub Jerry'ego joł!!! - Ciebie też to dotyczy Martinez!! A wy siadajcie do ławek. - wykrzykną do mnie oraz zwrócił się do ciągle stojących chłopaków. Cody zajął miejsce koło Kim, a Jack usiadł z Eddiem.
Oczami Jacka

Usiadłem w ławce z Eddiem i nie słuchając nauczyciela patrzyłem się na Kim i nieznanego mi bruneta którzy pisząc ze sobą liściki, ciągle się uśmiechali nie wiem dlaczego, ale czuję się z tym jakoś dziwnie, zwykle to ja siadałem z blondynką w ławce, a teraz co?? Zjawia się jakiś niby piękniś i flirtuje sobie z moją Kimi??!! Chwila, czy ja nazwałem ją MOJĄ i w dodatku Kimi???!!! Co się ze mną dzieje???!!! Przecież brązowooka to moja najlepsza przyjaciółka!! TYLKO przyjaciółka... prawda???!!! Z rozmyśleń zostałem wyrwany dzwonkiem rozbrzmiewającym w całej szkole, na jego dźwięk jak najszybciej wybiegłem z klasy, ruszyłem w stronę sali gimnastycznej i udałem się do przebieralni, gdy wszedłem do sali byli już tam wszyscy uczniowie brakowało tylko nauczyciela, podszedłem więc do przyjaciół którzy stali trochę z tyłu akurat Kim zaczęła mówić. - Cody poznaj: Grece, Julię, Miltona, Eddiego, Jacka i Jerry'ego. - zwróciła się do nowego, który stał obok niej pokazując po kolej na każdego z osobna. - Więc Kim skąd ty i Cody się znacie? - zapytała Julia brązowooką. - Cody to mój przyjaciel z dzieciństwa znam go od pieluchy, kiedy jeszcze oboje mieszkaliśmy w Miami byliśmy sąsiadami. Wyprowadził się do Włoch gdy mieliśmy osiem lat, bo jego tata dostał tam lepiej płatną pracę, a ja rok później przeprowadziłam się do Seaford no i nie mieliśmy ze sobą kontaktu. - odpowiedziała na zadane pytanie a niebieskooki jej przytakną. Po pięciu minutach  niepohamowanego ataku śmiechu wywołanego przez Jerry'ego wspinającego się po zawieszonej siatce do gry w siatkówkę i udającego małpę, do sali wszedł Pan Thunder (Grzmot), widząc mojego kumpla wiszącego metr nad ziemią krzykną. - Martinez złaź na dół ale już!!! Dziś gramy w zbijaka!! Składy drużyn są takie: Jack, Jerry, Grace, Milton i Kai kontra: Kim, Julia, Eddie, Brody i Cody. Ustawiliśmy się wszyscy naprzeciwko drużyny przeciwnej i rozpoczęliśmy grę, była dość wyrównana do dzwonka zostało sześć minut a udział braliśmy już tylko ja i Cody, wiedziałem że wygram w tej grze nikt mnie nie pokona jestem mistrzem. Nagle brunet wykonał dziwny ruch, sekundę później poczułem mocne uderzenie w brzuch, kompletnie zdezorientowany uświadomiłem sobie że przegrałem, pierwszy raz w życiu przegrałem w zbijaka!! Kolejne lekcje mijały spokojnie i nudno. - Powiedzcie Rudy'emu że ja i Jerry nie przyjdziemy dzisiaj na trening!! - krzyknąłem do reszty paczki, która kierowała się ku wyjściu z budynku, jednocześnie zmierzając wraz z Latynosem w miejsce zwane przez nauczycieli kozą, gdzie mieliśmy spędzić najbliższe dwie godziny.

Oczami Kim

Idziemy właśnie do dojo czarnych smoków, gdzie możemy trenować dopóki Bobby nie odbuduje naszego starego dojo, co może zająć około dwóch miesięcy. Weszliśmy do budynku witając się z Rudy'm i Ty'em przedstawiliśmy im Cody'ego który przyszedł aby popatrzeć na nasz trening i jeden przez drogiego tłumaczyliśmy nieobecność Jerry'ego i Jacka. Przebraliśmy się i zaczęliśmy ćwiczyć. Zauważyłam że Brody cały czas patrzy wilkiem na mojego przyjaciela z dzieciństwa ale nie przejęłam się tym zbytnio. O 17.00 skończyliśmy trening, postanowiliśmy pójść do Phila na falafele godzinę później Wyszliśmy z knajpki. Cody zaproponował że odprowadzi mnie pod dom. Zgodziłam się, szliśmy wspominając nasze wspólne dzieciństwo spędzone w Miami, gdy nagle coś wpadło mi do głowy. - Cody a gdzie ty w ogóle będziesz mieszkać w ciągu tych dwóch tygodni?? - zapytałam się go ze zmartwieniem. - Zarezerwowałem sobie pokój w hotelu niedaleko szkoły. Spoko mam gdzie spać. - powiedział ze śmiechem. Ja również się zaśmiałam jednak dla pewności postanowiłam jeszcze powiedzieć. - Ale wiesz że nie musisz mieszkać w hotelu prawda? Przecież możesz zatrzymać się u mnie. Po co masz niepotrzebnie wydawać pieniądze? Moich rodziców nie ma w domu bo pojechali w delegację mają wrócić dopiero za tydzień, ale jak znam życie to pewnie wszystko im się przedłuży i będą w domu za jakieś trzy miesiące. Przy okazji poznałbyś wreszcie moich młodszych braciszków, a Alex i Logan na pewno nie mieliby nic przeciwko temu. - Dzięki za troskę, ale nie chce ci sprawić kłopotów. - odpowiedział ciągle uśmiechnięty. - Na pewno? zapytałam. Na co on przytaknął. - Tylko pamiętaj to żaden kłopot i jakby co... - nie dawałam za wygraną lecz nie było mi dane dokończyć ponieważ mi przerwał. - Będę pamiętać. To tylko dwa tygodnie. Myślisz że nie poradzę sobie w pokoju hotelowym? - zapytał się. - A wiesz że tak?? - odpowiedziałam z chytrym uśmieszkiem na twarzy chcąc się z nim trochę podroczyć i puściłam się biegiem przed siebie nie chcąc by mnie złapał. Kilka sekund później usłyszałam za sobą głos przyjaciela. - Ej...i tak cię dogonię!!! - Dogonił mnie po ośmiu minutach, staliśmy naprzeciwko siebie, oboje mieliśmy zaczerwienione policzki od szybkiego biegu i łapczywie wdychaliśmy świeże powietrze, gdy nasze twarze odzyskały w końcu normalny kolor wybuchliśmy głośnym śmiechem. Poczułam się zupełnie jak w Miami. Oczami wyobraźni zaczęłam wspominać wszystkie chwile z dzieciństwa spędzone w towarzystwie Cody'ego. On również zdawał się być pochłonięty myślami  o naszym kochanym Miami i wspólnie przeżytych dziecięcych przygodach. Dopiero po paru chwilach zorientowaliśmy się że nadal stoimy w miejscu, a konkretniej na środku uliczki jakieś dziesięć minut drogi do mojego domu kompletnie nic nie mówiąc. Nie przeszkadzało nam to, ta cisza była przyjemna.  Po około trzech minutach odezwał się Cody. - Cieszę się że znów możemy spędzać czas razem. Wiesz...podoba mi się taka jedna dziewczyna, ale kompletnie nie wiem jak jej o tym powiedzieć, a twoje rady zawsze były świetne więc...poradzisz mi coś?? - powiedział i zapytał z prośbą w głosie. - Ooo a znam ją?- zapytałam z ciekawością i ekscytacją w głosie. - Może...to mogę liczyć na jakąś radę? - odparł tajemniczo i jakby lekko zawstydzony oraz ponownie zapytał. - Pewnie. Najlepiej będzie jeśli będziesz z  nią szczery i powiesz jej że ci się podoba. - poradziłam przyjacielowi. Nagle poczułam jak moje nogi odrywają się od podłoża a jego ręce obejmują mnie w talii, z szerokim uśmiechem zaczął kręcić mną dookoła siebie krzycząc. - Dziękuję! dziękuję! dziękuję! Jesteś cudowna wiesz?! Co ja bym bez ciebie zrobił?! - Oj nie wiem, nie wiem!! Możesz mnie już puścić ty wariacie?! - odpowiedziałam i zapytałam jednocześnie prosząc przez śmiech. - Nie!! - brunet ze śmiechem odparł na moje pytanie połączone z prośbą. W tym momencie byłam szczęśliwa że najbliższe dwa tygodnie spędzę z dawno niewidzianym przyjacielem, nie zdawałam sobie jednak sprawy z tego że z daleka ktoś nas obserwuje i co może z tego wyniknąć.



No i nareszcie napisałam. Jestem z tego rozdziału naprawdę dumna :) Żałuję tylko że nie udało mi się napisać  go wcześniej jak i tego że wyszedł trochę nudnawy :( Mam nadzieję że nie zanudziłam was długością rozdziału?? Połowę rozdziału napisałam już w niedzielę późnym wieczorem i miałam nadzieję że uda mi się go dokończyć i opublikować ponieważ minął miesiąc mojego bloga, jednak na całej ulicy odłączono prąd oraz internet i dopiero dziś go włączyli. Mam do was jeszcze kilka spraw, jak dobrze wiecie zaczęła się szkoła a ja dopiero co wróciłam z prawie dwu tygodniowej choroby i już zdążyłam narobić sobie zaległości, więc kolejny rozdział pojawi się raczej w następnym tygodniu w nieokreślony dzień!!! Co do dodawania rozdziałów w ogóle myślę że będzie pojawiać się NA PEWNO  jeden na tydzień lub nawet więcej co w dużej mierze zależy od ilości nauki i prac domowych, nie koniecznie w soboty czy niedziele!!! Została też sprawa moich nominacji do LBA nie wszystkie blogerki prowadzące blogi które nominowałam odpowiedziały na zadane przeze mnie pytania. Rozumiem że możecie nie mieć czasu lub po prostu nie chce się wam odpowiadać na zadawane pytania jednak nominacje przyznałam już trzy tygodnie temu, wszystkie nominowane zostały o tym poinformowane na swoich blogach a ja robiłam coś takiego po raz pierwszy więc jest mi trochę smutno. Co wcale nie znaczy że chcę was obrazić lub sama się na was obraziłam o nie!!! Smucę się również dlatego że NIKT nie skomentował mojej notki z przeprosinami i wyjaśnieniami skierowanymi do was czyli moich czytelników ode mnie za to że tak długo nie było rozdziału. Co nie znaczy że przestanę pisać lub zawieszę czy usunę bloga to zdecydowanie nie wchodzi w grę!!! Zawsze lubiłam pisać  ale dopiero gdy założyłam tego bloga zrozumiałam jak dużo szczęścia mi to daje i jak bardzo potrafię się tym cieszyć oraz że całkiem nieźle mi to wychodzi co daje mi jeszcze więcej powodów do radości oraz co ważniejsze pomaga w odnalezieniu pewności siebie!!! Przechodząc już do sedna, kocham pisać i z tego nie zrezygnuję i będę dalej pisać mojego bloga choćby dla samej siebie ale jeszcze milej jest pisać dla kogoś innego i czuć że ktoś docenia to co robi ktoś inny. Więc z całego serduszka proszę was moi kochani jeśli przeczytałyście/przeczytaliście rozdział i przy okazji tę dłuuuugą notkę zostawcie po sobie komentarz chciałabym wiedzieć ile osób ma ochotę jeszcze czytać to moje opowiadanie. Można komentować anonimowo!!! Dobra jesteśmy już prawie na końcu notki (Która niedługo okaże się być chyba dłuższa niż sam rozdział)  Teraz pytania do rozdziału:
Co sądzicie o postaci Cody'ego?
Czy Jack będzie zazdrosny?
Jeśli tak to czy będzie miał o co?
Czy Brody coś knuje?
Co Kim czuje do Cody'ego?
Co Cody czuje do Kim?
Kim jest dziewczyna o której mówił Cody?
Czy Cody posłucha rady Kim?
I
Kto jest tajemniczym obserwatorem?

Bardzo proszę o odpowiedzi w komentarzach!!! :) (Tak wiem co sobie myślicie nie dość że przeczytałam/przeczytałem rozdział i tą wielce długaśną notkę to jeszcze mam skomentować i odpowiedzieć na jakieś durne pytania???!!!)
Nie zmuszam ale jest fajniej kiedy na pytania pod rozdziałem odpowie więcej niż jedna osoba.
Rozdział z dedykacją dla:

WSZYSTKICH CZYTELNIKÓW W SZCZEGÓLNOŚCI DLA TYCH KTÓRZY WYTRWALI DO KOŃCA TEJ JAK DOTĄD NIEKOŃCZĄCEJ SIĘ PRZYNUDZAJĄCEJ I WYMĘCZAJĄCEJ NOTKI :D

OGROMNE GRATULACJE DLA WAS WSZYSTKICH KOCHANI JESTEŚCIE WIELCY!!! :D
PIĘKNIE DZIĘKUJĘ ZA LICZBĘ 1563 WYŚWIETLEŃ!!! :D
PRZEPRASZAM ŻE WAS TAK WYMĘCZYŁAM!!! :D
KOCHAM WAS!!! :D

poniedziałek, 16 września 2013

Happy Birthday Klaudio :)

Dziś twoje święto więc życzę ci, aby spełniły się twe najwspanialsze sny, wielu prezentów, wystrzałowej imprezy, przyjaciół szczerych, miłości wielkiej, szczęścia i samych radości w życiu, by w szkole było ci łatwo i miło, ogromu weny oraz uśmiechu i dobrej zabawy przy pisaniu rozdziałów do twoich genialnych blogów :) Wszystkiego najlepszego kochana!!! Nie wiem ile kończysz lat więc tort nie ma świeczek xD