A to co tam zobaczyłam zszokowało mnie...salon wyglądał jakby przeszło przez niego tornado: Fotele wywrócone do góry nogami, lampa stojąca obok przewrócona, stolik miał wyłamane dwie nogi i był przechylony, szklany wazon który na nim stał roztrzaskał się pozostawiając sporej wielkości plamę wody na dywaniku i wiele drobnych odłamków szkła w całym pomieszczeniu. Ramki ze zdjęciami wiszące na ścianach leżały potłuczone na podłodze. Wszędzie było pełno pustych opakowań po chipsach, ciastkach i innych słodyczach czy fast foodach. Gdzie by nie spojrzeć było mnóstwo pierza i porozrzucanych poduszek. Ruszyłam ostrożnie w stronę kuchni która nie wyglądała lepiej: Dosłownie wszystko było mokre. W kącie leżała byle jak rzucona i pusta gaśnica. Na kuchence stały przypalone garnki i patelnia, a w piekarniku znajdował się spalony kurczak. Cała podłoga była brudna od rozbitych jajek, rozsypanych przypraw, obierek po warzywach i owocach, rozlanego mleka oraz piany gaśniczej. Powoli uważając aby nie "wywinąć koziołka" wyszłam z kuchni. Skierowałam się do jadalni mając nadzieję że przynajmniej ona będzie wyglądać normalnie, jednak jak to mówią -"Nadzieja matką głupich."- pomyślałam kiedy już tam weszłam. Na stole znajdowało się kilka pudełek z pizzą, w połowie pełne butelki po gazowanych napojach i duża ilość papierków po mentosach. Ściany, podłoga i sufit były oblepione słodkawą cieczą. Jedyny plus tej sytuacji to to że prawdopodobnie znalazłam winowajców tych szkód, którzy teraz smacznie sobie spali z buziami brudnymi od sosu do pizzy na krzesłach stojących koło stołu. Postanowiłam zrobić im pobudkę. - Co tu się stało??!! - krzyknęłam na tyle głośnio że słychać mnie było w całym domu jeśli nie na ulicy. Sprawiając iż dwójka zdezorientowanych maluchów gwałtownie spadła z krzeseł. - Aaa co się dzieje??!! - krzyknął Logan, a kiedy mnie zobaczył dodał już znacznie ciszej. - Ooo...cześć Kim. - Dowiem się co tu się stało? - spytałam się obydwóch. - No więc... - zaczął jak dotąd milczący Alex i przerwał. - No więc? - zapytałam zastanawiając się jaka będzie jego odpowiedz. - Przyszliśmy ze szkoły byliśmy głodni, a ciebie nie było. Logan powiedział że sami zrobimy sobie obiad. Postanowiliśmy upiec kurczaka, ugotować jakieś warzywa, zrobić omlety i owocowe szejki. Jedzenie zaczęło się przypalać, użyliśmy gaśnicy ale dym zdążył uruchomić zraszacze. Nie wiedzieliśmy co zrobić a ciągle byliśmy głodni w końcu nic nie zjedliśmy. Wyszliśmy z kuchni zostawiając bałagan i poszliśmy do sklepu tam kupiliśmy: chrupki, ciastka, batony, kilka napojów gazowanych i mentosy. Wróciliśmy do domu i zajadając kupione przekąski graliśmy w gry na konsoli w salonie, w pewnym momencie zaczęliśmy biegać po pokoju rzucając się poduszkami kiedy poczuliśmy zmęczenie uznaliśmy że nadal jesteśmy głodni, a w pomieszczeniu był okropny bajzel. Zamówiliśmy pizzę, a czkając na dostawę odkręciliśmy butelki z piciem i wrzuciliśmy do nich mentosy wtedy picie wystrzeliło do góry i rozlało się na ściany, sufit i podłogę w jadalni. Odebraliśmy i zapłaciliśmy za zamówienie przyszliśmy tutaj jedliśmy no i zmęczeni zasnęliśmy, a ty wróciłaś i nas obudziłaś. - skończył swoją wypowiedz mój braciszek. - No to macie szczęście że rodzice tego nie widzą i szlaban na konsole przez dwa tygodnie. A teraz lepiej szykujcie się do spania. - powiedziałam spokojnie i stanowczo. - Co?! Ale jak to... - Logan próbował protestować jednak widząc mój wzrok szybko zamilkł. - Ciesz się że tylko na tym się skończyło i że nie ty będziesz musiał posprzątać ten syf, bo gdyby rodzice to zobaczyli to oboje mielibyście o wiele bardziej przechlapane. - powiedziałam do brata. - No ok. Dzięki. - odpowiedział mały buntownik. - Dobranoc Kim. - powiedział Alex. - Dobranoc maluchy. - powiedziałam do dwójki rozrabiaków. Chłopcy poszli na górę, a ja wzięłam się za sprzątanie. Kiedy skończyłam zerknęłam na zegar stojący nicznejw jadalni który wskazywał 23.30. - "No pięknie!! Sprzątanie zajęło mi cztery godziny??!! Chyba najwyższy czas pójść spać" - pomyślałam. Udałam się do mojego pokoju i nie zdejmując ubrania zmęczona padłam na łóżko.
Następny dzień szkoła
Dzisiaj na lekcjach siedzę w ławce z Cody'm albo Grace i cały czas piszę do nich liściki. Jack jak zawsze się spóźnił, nauczyciel na niego nakrzyczał , on mu odpyskował i co dziwne dostał tylko godzinę odsiadki choć normalnie dostałby trzy. A co jeszcze dziwniejsze Jerry w ogóle nie dostał kozy! Coś tu zdecydowanie nie gra, a ja prędzej czy później dowiem się o co chodzi. Po szkole Cody chciał iść z nami do dojo żeby trochę potrenować więc poszedł do hotelu po ciuchy do przebrania, a my ruszyliśmy w stronę galerii. Trenowaliśmy już od godziny kiedy do budynku wszedł Jack. Jednak nie potrafiłam się z tego cieszyć ponieważ Grant (Nazwisko Cody'ego) nadal nie przyszedł. Pół godziny później skończyliśmy ćwiczyć. Chłopaki i Grace jeszcze się przebierali natomiast ja wyszłam właśnie z szatni, poczułam wibracje w kieszeni spodni, wyjęłam komórkę i zobaczyłam że dzwoni mój nieobecny przyjaciel.
Rozmowa telefoniczna:
Kim: Nareszcie zadzwoniłeś. Czemu nie przyszedłeś? Coś się stało?
Cody: Hej. Mnie tez miło cię słyszeć. Bo nie mogłem. Tak stało się, ale nie jest to sprawa na telefon. Mogłabyś przyjść teraz do hotelu?
K: Pewnie. Ale co się stało?
C: Wyjaśnię ci jak się spotkamy. Na razie.
K: No dobrze. Na razie.
Koniec rozmowy telefonicznej.
Skończyłam rozmowę, a moi przyjaciele wyszli z przebieralni. - Słuchajcie jest wcześnie co wy na to żeby pójść do Phila a potem na lody? - zaproponowała Grece. - Ok. - odpowiedzieli jej chłopaki - A ty Kim? - spytała się mnie przyjaciółka gdyż nie udzieliłam jej odpowiedzi, a ja poczułam na sobie wzrok wszystkich zebranych. - Ja nie mogę. Przed chwilą zadzwonił Cody i zaraz mam się z nim spotkać. - odpowiedziałam kierując się do wyjścia. - Ok. Widzimy się jutro w szkole. - odpowiedziała. - Jasne do zobaczenia jutro. - odpowiedziałam odwracając głowę w stronę przyjaciół zauważając też zawiedziony wzrok Jacka i wyszłam. Dojście na miejsce zajęło mi 20 minut. Przez szklane drzwi hotelu spostrzegłam że Cody stoi w holu z trzema spakowanymi walizkami. Lekko zdziwiona weszłam do środka i do niego podeszłam. - Hej. Czemu stoisz tu z walizkami? - przywitałam się i zapytałam. - Hej. Dzięki że przyszłaś. Stoję tu z walizkami dlatego że w moim pokoju pękła rura i jest cały zalany a hotel nie ma już żadnych wolnych miejsc.- odpowiedział, a ja nie wiedziałam co powiedzieć. - No i wiesz tak się zastanawiałem czy twoja propozycja jest ciągle aktualna? - zapytał cały czerwony na twarzy, drapiąc się ręką po głowie i nie patrząc mi w oczy. - Jaka propozycja? Nic sobie nie przypominam. - postanowiłam udawać że nie wiem o czym mówi. - Co ale jak to? No przecież jeszcze wczoraj mówiłaś mi że...- chłopak wytrzeszczył na mnie oczy a w jego głosie było słychać zmartwienie. - Ha ha ha serio mi uwierzyłeś? Naprawdę sądziłeś że nie wiem o czym wczoraj rozmawialiśmy? Ha ha nieźle cię nabrałam co? Jasne że pamiętam! I tak propozycja jest ciągle aktualna. - nie wytrzymałam i zaczęłam się z niego śmiać. - Uff...ulżyło mi. Dobra przyznaję że nieźle mnie nabrałaś. Ale serio nie masz nic przeciwko żebym przez czas mojego pobytu tutaj mieszkał w twoim domu? - powiedział przyznając mi rację i się zapytał. - Nie gadaj już tyle, bo jeszcze zmienię zdanie. Weź walizki i idziemy do mnie. - powiedziałam biorąc jedną z jego walizek w lewą rękę, a prawą ciągnąc go w stronę wyjścia z budynku. - Chyba będzie lepiej jak przyspieszymy nie chce mieć powtórki z wczoraj. - powiedziałam gdy byliśmy w połowie drogi do celu. - Powtórki z wczoraj? - zapytał Cody nic nie rozumiejąc. - Kiedy nie byłam w domu bliźniaki zrobiły straszny bałagan. Sprzątałam po nich przez cztery godziny. - wyjaśniłam. - Wow! Twoi bracia muszą być fajni.- stwierdził sarkastycznie. - Ta ale kocham ich takich jakimi są. - wyznałam całkowicie szczerze. Po 15 minutach dotarliśmy do domu. Na szczęście nie był on zdemolowany. Postawiliśmy walizki przy schodach i ruszyliśmy do salonu gdzie chłopcy grali na konsoli zajadając popcorn z mikrofali. - Cześć łamacze zakazów. - powiedziałam, a oni spojrzeli w naszą stronę. - Cześć siostra. Co to za koleś? - przywitał się i zapytał podejrzliwie Logan. - To mój stary przyjaciel z dzieciństwa spędzonego w Miami. Zatrzyma się u nas na dwa tygodnie.- odpowiedziałam. - Cześć jestem Cody. Fajnie was poznać. - chłopak sam się przedstawił. - Hej jestem Alex. - powiedział młodszy bliźniak. - Rzeczywiście ten twój kumpel jest stary. Ej a gdzie podziałeś swoja sztuczną szczękę? A może chcesz drewnianą laskę co staruszku? - zwrócił się do mnie drugi bliźniak i skierował pytania do Cody'ego. Poczułam że robię się czerwona na twarzy. - Logan!!!!! - krzyknęłam chyba na całą dzielnicę. - No co spytać się nie mogę? Jak gdzieś by zasłabł z tej starości to laska byłaby mu przecież potrzebna żeby nie upadł nie? A tak zapomniałem, gdzie moje maniery jestem Logan, ale to chyba już wiesz o ile pamiętałeś o założeniu aparatu słuchowego panie starszy!! - zapytał i powiedział dość głośno z chytrym uśmieszkiem i sarkazmem w głosie biorąc do ręki garstkę kukurydzy. - Wiesz akurat zostawiłem go w domu we Włoszech, ale i tak cię usłyszałem. Dzięki za troskę Logan. - odpowiedział mu mój przyjaciel posyłając w jego stronę miły uśmiech. Mina mojego "kochanego" braciszka była bezcenna. Wypluł resztki zmielonego popcornu które wystrzeliły z jego ust jak z karabinu i Siedząc na kanapie z szeroko otwartą buzią, wpatrywał się w nas a my wyszliśmy z pomieszczenia próbując powstrzymać śmiech. Wchodziliśmy po schodach na górę z walizkami chcąc udać się do pokoju gościnnego - Chyba mnie polubili co nie? - powiedział niebieskooki chichocząc. - Wiesz...chyba niekoniecznie obaj. - odpowiedziałam i tak samo jak on zachichotałam. - Przepraszam cię za Logana, on już tak ma że lubi dokuczać. - dodałam. - Spoko. Zabawny z niego dzieciuch. Widać że lubi robić figle. Poza tym kogoś mi przypomina. - powiedział wyluzowany, a w jego oczach dostrzegłam wesołe iskierki. - Ha ha nawet wiem kogo. - powiedziałam rozbawiona. Patrząc na niego wymownie. Ten tylko się uśmiechną i gdy weszliśmy do jego tymczasowej sypialni, zabrał się za rozpakowywanie swoich rzeczy. - Zaczekaj. Może pomogę ci przygotować kolację? W końcu chciałbym się jakoś odwdzięczyć, a walizki mogę rozpakować później. - zaproponował swoją pomoc kiedy stałam już w drzwiach, chcąc skierować się do kuchni w celu zrobienia posiłku. - Pewnie. Chętnie skorzystam z zaoferowanej pomocy. - zeszliśmy na dół, a ja wyciągnęłam z szafek składnik potrzebne do przyrządzenia potrawy. - To co dziś upichcimy? - zapytał brunet. - Placki ziemniaczane z cukrem. - odpowiedziałam. Dzięki pomocy Cody'ego polegającej głównie na wykonywaniu moich poleceń, uporaliśmy się ze wszystkim w mniej niż godzinę. Po zjedzeniu pysznej kolacji, oczywiście nie obyło się bez pozmywania brudnych naczyń. Później poszłam na górę, umyłam się w mojej łazience, założyłam piżamę i kładąc się do łóżka zasnęłam.
Następny dzień rano oczami Jacka
Jest 7.10. Co robię o tej porze na nogach? Stoję przed domem mojej przyjaciółki czekając aż otworzy mi drzwi. Usłyszałem szczęk zamka, ku mojemu zdziwieniu w drzwiach ujrzałem Cody'ego ubranego jedynie w bokserki. - E...cześć przyszedłem do Kim. Co ty tutaj robisz? - powiedziałem chcąc unikną pytań z jego strony i sam zapytałem. - Cześć Jack. Wprowadziłem się tu. - powiedział otwierając szerzej drzwi tak żebym mógł wejść do środka. Nie zdążyłem jednak nijak zareagować na to zawiadomienie, bo w przedpokoju pojawiła się Kim. - O widzę że już wstałeś. Miałam właśnie iść cię obudzić. Śniadanie jest na stole w jadalni. Hej Jack. Co cię tu sprowadza i to tak wcześnie? - zwróciła się do bruneta z uśmiechem i zapytała się mnie trochę zdumiona, ale radosna blondynka. - Hej Kim. Pomyślałem że wpadnę po ciebie i razem pójdziemy do szkoły. - odpowiedziałem zgodnie z prawdą. - Ok. Tylko muszę się jeszcze spakować i obudzić chłopców. No i zaczekać na Cody'ego. Poczekasz w salonie? - zgodziła się i zapytała. - Jasne. - odparłem krotko. Niezbyt zadowolony z faktu iż chłopak będzie nam towarzyszyć. Z góry dało się słyszeć donośne "POBUDKA ŚPIOCHY" i głośny huk po upadku. Uśmiechnąłem się - "Ona to wie jak obudzić człowieka" - pomyślałem.10 minut później skierowaliśmy się w stronę szkoły, gdzie dotarliśmy 20 minut przed rozpoczęciem lekcji. Weszliśmy do budynku zabraliśmy z szafek potrzebne książki, a pod salą od matematyki spotkaliśmy resztę naszej paczki. - Siemka. - powiedzieli wszyscy patrząc na naszą trojkę. - Hejka. - powiedzieliśmy równocześnie. - Jak tam Cody wyspałeś się? - spytał niespodziewanie Eddie. - No właśnie jak ci się dziś spało? - dopytywał się też Jerry. Niebieskooki spojrzał na nich dziwnie. - Tak wyspałem się, a u Kim spało mi się bardzo dobrze. Ale czemu o to pytacie? - odpowiedział i zapytał. - Bo w tym hotelu w którym nocujesz podobno straszy i...zaraz, zaraz jak to u Kim? - zaczął wyjaśniać Eddie, ale przerwał w połowie i zapytał. - No, bo w pokoju który zarezerwował pękła rura i wszystko zalała, a w hotelu nie mieli już wolnych miejsc. To dlatego poprosił mnie wczoraj o to spotkanie. Teraz będzie nocować u mnie w jednym z pokoi gościnnych do końca swojego wyjazdu. Ale nie zmieniaj tematu. To o co wam chodzi co? - wyjaśniła brązowooka, gdy spojrzenia wszystkich skierowały się w jej stronę i odbiła piłeczkę do Eddiego. - A tak. W tym hotelu podobno straszy i założyłem się z Jerrym o 50$, że Cody po dwóch nocach spędzonych w tym hotelu przestraszy się i przeniesie do innego. Jednak skoro nie spał on w hotelu to żaden z nas nie wygrał i zakład jest unieważniony. - powiedział czarnoskóry chłopak. W tym samym czasie przyszedł nauczyciel i otworzył drzwi klasy. Usiadłem w przedostatniej ławce razem z Jerrym. - Pan Brewer niespóźniony?! To chyba jakiś cud!! - wykrzyknął zdumiony nauczyciel kiedy mnie zauważył. - W zupełności się z panem zgadzam. I na pana miejscu nie liczyłbym na więcej takich wyjątków. - powiedziałem. Na co wszyscy obecni się zaśmiali. Nawet nauczyciel. - Dobrze już. Spokój! Może z czasem postarasz się jednak robić więcej takich wyjątków Jack? - matematyk próbował uspokoić klasę, a ta momentalnie ucichła. - Nikt nie karze panu tracić nadziei. - odpowiedziałem bez żadnego sarkazmu. Pozostałe lekcje minęły zaskakująco szybko. Moi przyjaciele już wyszli a ja stałem sam przy szafkach. Nagle usłyszałem czyjś głos...
W tym samym czasie oczami Lindsay
Mój plan działa doskonale. Pomysł z przekupieniem boya hotelowego żeby zepsuł rury i doprowadził do zalania pokoju zajmowanego przez tego nowego, był genialny. Teraz chłopak mieszka u Crawford, a ona i Jacki'e w ogóle nie spędzają ze sobą czasu. Wiem, bo podsłuchałam ich poranną rozmowę pod salą od matmy. Na każdej lekcji blondynka siedziała w ławce z tym swoim koleżką albo tą swoją przyjaciółeczką Grece kompletnie nie interesując się szatynem. Natomiast on z nieznanych mi przyczyn dosiadał się do tych jego dziwacznych kolegów zamiast usiąść obok mnie!! Jest już po zajęciach, a ja szukam mojej kredki do oczu którą zgubiłam, gdy przechodziłam koło sali od chemii zauważyłam przy szafkach stojącego tyłem do mnie Jacka. Był sam więc stwierdziłam że to idealna okazja aby jakoś pocieszyć smutnego chłopaka i do niego podeszłam. - Hej Jacki'e skarbie! Wybierzemy się dziś razem do kina? - zapytałam słodkim głosikiem. - Nie, dzięki za propozycję, ale nigdzie z tobą nie pójdę. - powiedział swoim cudownym głosem. - Świetnie. Przyjedź po mnie o 18.00 mój ty..chwila czy ty mi odmówiłeś?! - powiedziałam i zszokowana zapytałam się go. - Tak Lindsay. Odmówiłem ci. - powiedział spokojnie i odszedł. Zostawiając mnie samą na środku pustego korytarza w ciągłym szoku. - "Przecież mnie nigdy nikt nie odmawia" - pomyślałam próbując wymyślić kolejny przebiegły plan zdobycia Brewera.
Wieczór oczami Jacka
Wszedłem właśnie na GG. (Gadu Gadu choć pewnie wiecie o co chodzi) Zobaczyłem że Kim jest dostępna więc do niej napisałem.
Czat:
Jack: Hejka Kim.
Kim: Cześć Jack.
Jack: Co teraz robisz?
Kim: Gadam z tobą :)
Jack: Spoko xD Może wybierzemy się do skate parku jutro po szkole?
Kim: Sorki, ale mam już plany. Idę z Cody do Kina.
Jack: To może pojutrze?
Kim: Mamy iść z Cody'm i chłopcami do oceanarium. Jak chcesz możesz iść z nami.
Jack: A wiesz nie ważne, przypomniałem sobie że ja też mam już inne plany. Do zobaczenia jutro w szkole.
Kim: Ok. Do zobaczenia w szkole.
Koniec czatu.
Kim się wylogowała. Po chwili zrobiłem to samo i z mętlikiem najróżniejszych myśli w głowie padłem na łóżko zasypiają.
I jest obiecany rozdział. To zdecydowanie najdłuższy rozdział jaki do tej pory napisałam. Pisałam go przez kilka dni, więc mam nadzieję że choć trochę wam się spodobał oraz że udało mi się was zaskoczyć ;) Mam do was pewną sprawę. Za cztery tygodnie dokładniej 10 listopada będę mieć 18 a nie mam pojęcia gdzie mogłabym zorganizować te moje urodziny. Takie tylko dla rodziny. Więc bardzo bym was prosiła o napisanie waszych pomysłów w komentarzach. Rozdział z dedykacją dla:
Olivii B.N
Marty Z.
Any Howard
Lucy Howard
Cleo Cullen
Idziochy Podpadziochy
Elinor Howard
Patty Howard
Klaudii Koczary
Ewki.P
Emily Moore
I
Eweliny Venezii
Kocham was dziewczyny :D